sobota, 30 marca 2013

Zaczynaymy :)

Z godnie z Waszymi ,,glosami'' , na blogu pojawia sie juz 1 oficjalny post dotyczacy jednego stalego opowiadanie :) zmienilam tez wyglad :3 do zobaczenia na dole :*
<klik> 
_________________________________________________________________________________
******************************Oczami  Lily*****************************************
Tajemnicza? nie sadze. Dziwna ? nie , zamknieta w sobie. Glupia ? nie, zraniona...
Kolejny dzien, zaczety od przemyslen... czy kazdy tak ma ? czy to jest normalne? pragne dostac odpowiedzi na tak wiele pytan zwiazanych z zyciem.Juz od 2 lat po moim policzku ciekna lzy.. dlaczego ? wiec byl sobie kiedys taki chlopak,John. John byl idelany - czuly,delikatny,romantyczny zabawany i madry.  Byl tak samo nie ogarniety jak ja. Pewnie jestes ciekawa dlaczego teraz placze,co?  a wiec ten idealny chlopak nie zyje. Zmarl dokladnie 2 lata temu. Codziennie spogladam na nasze wspolne zdjecia i mimo.wolnie  sie usmiecham.Chcialabym o tym zapomniec ...zyc dalej a nie placzac od tylu lat nad jedna chwila ktora przewazyla los wszytskich innych.Ale sproboj zapomniec o calym swiecie ... umiesz ? Ja tez nie. Z przemyslen wyrwalo mnie delikatne pukanie do drzwi. Nie.pewnie podeszlam do drzwi, nie spodziewalam sie gosci. Otwarlam drzwi, a na mojej twarzy zagoscil usmiech. Przed drzwiami stala moja ...hymm.. siostra ? tak, mozna to tak nazwac,znamy sie od dziecinstwa ... Rose zastepowala i nadal zastepuje chociaz w polowie pustke widniejaca na dnie mojego serca . Przytulilam sie do niej, nigdy nie znalam bardziej pozytwynej osoby. 
-Rose ! prosze ,wejdz. -zaprosilam przyjaciolke charekterystycznym gestem reki.
Brunetka zdjela buty i plaszcz, udalysmy sie do kuchni.
-Kawa czy cherbata ?-spytalam.
-Kakao :) 
-Okey
Zaczelam szperac w szafce ku poszukiwaniu czekolady w proszku.
 *******************************Oczami Rose***************************************
Jak ja mam jej to powiedziec ? Czy sie zgodzi?..powinna w koncy to bylo naszym marzeniem... caly czas bilam sie z myslami. Nie wiedzialam w jaki sposob mam wyjasnic przyjaciolce ze w jednej chwili jej caly swiat moze sie zmienic. Lily podala cieply napoj na stol , zalorzyla noge na noge po czym spytala - Mow !
No tak, ona mnie za dobrze zna zeby nie wiedziec, ze cos sie stalo.
-Pffff-powoli wypuscilam powietrze z ploc.
-A wiec, moja ciocia ...Emily , moze pamietasz zmarla-powiedzialam i spuscialam wzrok na kakao stojace przed moim nosem.
-Oh, Rose...tak mi przykro..-wydukala dziewczyna i przyblizyla swoje krzeslo w strone mojego.
-Ale nie chodzi mi jeszcze o to.. wiec, odziedziczylam po cioci dom , w Londynie i pomyslalam ze mozemy sie tam razem przeprowadzic... bo bez Ciebie nie pojade-usmiechnelam sie a na twarzy dziewczyny zagoscil cieply usmiech.
-Rany, Rose nie wiem co mam powiedziec...
-Ale ja wiem, masz sie zgodzic ! 
-Wiesz, szczerze to ...czemu nie usmiechnela sie.
Podeszlam do niej i zaczelam skakac i krzyczec ,Jedziemy do Londynu' dopiero po chwili do Lily dotarlo na co przed chwila wyrazila zgode, wiec przylaczyla sie do mnie. Po 5 min. skakaniu padlysmy zmeczone na ziemie. W oczach Lil. widzialam cos w rodzaju iskry, iskry ktora nie widzialam bardzo dlugo. Cos mysle ze ten wyjazd moze duzo zmienic.
______________________________________________________________________________

Przepraszam za bledy ort. ale jest 3 rano :C 

Wiec tak wyglada 1 post :) 
Macie tutaj postaci :



Lily -Skromna cicha dziewczyna z wielka pasja ktora pragnie rozwijac, fotografowaniem.Bardzo przezyla rozstanie rodzicow, ale pomimo tego wszystkiego dziewczyna kocha sie smiac. Kocha warzywa.


Rose-Bardzo pozytywna i barwna postac, czesto jest powodem usmiechu u innych, nie znosi klamstwa. Jest nieco zdemoralizowana, to ona robi tutaj za Bad Girl :)









PROPOZYCJA...

Widze, ze przybylo Was troche :P 
Wiem mam tez pytanie\propozycje... co wy na to, gdyby ten blog  przestal byc blogiem z Imaginami, tylko blogiem z jedna konkretnym opowiadaniem (1D). Moze to dziwnie zabrzmi ale po odsluchaniu jednej piosenki dostalam przyplywa weny i pomysly na opiwiadnie.Opowiadanie byloby nietypowe... bylo by ono o 2  dziewczynach, wilku nie spelnionych marzeniach i milosci. Nawiazywalabym bardziej do prawdziwego zycia. Nie bedzie ono smutne :D mysle ze dosyc ciekawe... :) takie tam moje przmyslenia. 
Co o tym myslicie ? napiszice w kom. bo serio nie wiem co mam zrobic :c


czwartek, 28 marca 2013

PRZEPRASZAM...

Mam dla pewnie wiekszosci z Was dobra wiadomosc. Prawdopodobnie Blog zostanie usuniety... bez sensu jest dodawanie kolejnych postow, jezeli moja prace czyta i komentuje tylko jedna osoba.
Wielokrotnie prosilam Was o dodawanie komentarzy, niestety ale ja widze ilu z Was widzi moje posty np. przy poscie o Harrym (tym ostatnim) byl tylko 1 kom. od stalej czytelniczki ...natomiast tego imagina zobaczylo az 11 osob.  Przez niektore osoby, nawet moja milosc do 1D powoli wygasa...nie wiem co mam myslec. Jesli to przeczytalas\przezytales to skomentuj co o tym myslisz.
Jesli uwarzasz ze pisze kiepsko itp. tez mi to powiedz. Ostatnio (jak juz pewnie wiecie) stworzylam strone na fb. gdzie mozna usmieszczac pytania do mnie itp. zalajkowaly tylko 3 osoby. W tym ja. 
Nie sadze i nie mam juz sily, zeby pisac tego bloga jezeli wy tego nie doceniacie. 
Jestem ciekaawa ilu z Was sie tym przejmie... jesli chcecie, blog zostanie usuniety w naj.blizszym terminie. 
Pozdrawiam.

Zayn.

A oto kolejny dedyk dla Laury . :) <3  Widzimy sie na dole
_________________________________________________________________________________
Obudził Cię dźwięk budzika. Nie miałaś ochoty dzisiaj wstawać więc odruchowo wyłączyłaś alarm i przewróciłaś się na drugi bok. Nie minęło dużo czasu, gdy ocknęłaś się i doszło do Ciebie jaki jest dzisiaj dzień. "Cholera już 10" spojrzałaś na zegarek i energicznie ruszyłaś do łazienki. Od dawna nie mogłaś znaleźć pracy, a kiedy twój przyjaciel ze szkoły średniej zaoferował posadę byłaś zaskoczona. Do Harre'go nie dochodziła odpowiedź 'nie', a kasa i tak bardzo była Tobie potrzebna. Ich stylistka miała przed trasą dużo roboty i poszukiwała pomocy. To była idealna praca dla Ciebie, uwielbiałaś modę. A z chłopakami miałaś dobry kontakt, no może tylko nie z jednym. Z Loczkiem spędzałaś kiedyś każdy dzień, był jak brat i poznał Cię z resztą zespołu. Uwielbiałaś grać na gitarze, dlatego szybko złapałaś tematy z Horanem. Kochałaś się wygłupiać więc Lou był jak następny brat, zawsze robiliście żarty reszcie. Ale i umiałaś oraz często potrzebowałaś poważnej rozmowy, a Liam był w tym niesamowity. Kochałaś ich oraz tęskniłaś za każdym razem, gdy wyjeżdżali. Jedynym problemem w tej idealnej przyjaźni był Zayn. "Co to za okropny człowiek" te same słowa, za każdym razem, gdy pomyślałaś o nim. Zawsze, gdy spotykaliście się słyszałaś z jego ust jakieś docinki lub mówił strasznie szybko z dziwnym akcentem, żebyś nie mogła go zrozumieć. Ale musiałaś go znosić, bo przecież to przyjaciel twoich znajomych i najczęściej bywał tam gdzie wy. Byłaś za miła dla niego. Chodź on nawet posunął się do tego, że zapłacił ochroniarzom przed studiem, aby trzymali Ciebie zawsze co najmniej 30 min sprawdzając, czy nie jesteś jakąś szaloną fanką. Za każdym cholernym razem, a on siedział w oknie ze swoim uśmieszkiem i gapił się na was. Sytuacja powtarzała się minimum dwa razy w tygodniu, co chwilę musiałaś dzwonić, do któregoś z 4, aby wyszedł po Ciebie bo nie byłaś w stanie wejść samodzielnie. Dzisiaj dostałaś plan. Wstąpiłaś po kawę, każdy z chłopców pił inna, ale kupiłaś tylko 5. "Ups chyba zapomniałam o Mulatku" uśmiechnęłaś się do siebie , byłaś bardzo dumna ze swojej zemsty. Oczywiście przed wejściem znowu musiałaś się tłumaczyć. Nagle zobaczyłaś chodzącą po korytarzu kobietę z małą blondyneczką na rękach.
- Lou! Proszę podejdź tutaj. - zawołałaś ją.
- [T.I] o Hej! Nie mów mi, że znowu? - zapytała poirytowana. A ty tylko kiwnęłaś głową co oznaczało 'tak'. Rozejrzałaś się, ale dzisiaj Zayn nie wyglądał przez okno, pewnie już mieli próby. W końcu gdy kobieta wyjaśniła im i zagwarantowała, że Cię zna, wpuścili was do środka. Ruszyłaś biegiem od razu do wielkiej sali. Od początku korytarza słyszałaś jak chłopcy śpiewają. Modliłaś się tylko żeby zdążyć i nie spóźnić się, wpadłaś z wielkim hukiem do sali. Wszyscy spojrzeli na Ciebie, na co Malik się zaśmiał.
- Widać, że [T.I] nie zna się na zegarku, a co dopiero na modzie! - powiedział, a ty tylko zmierzyłaś go wzrokiem. Niall szturchnął chłopaka i wyszczerzył do Ciebie ząbki. Chociaż to poprawiło Tobie trochę humor. Podeszła do Ciebie stylistka chłopaków i zaczęła opowiadać o swoich pomysłach. Najpierw o Harrym, a jej wizja bardzo się Tobie podobała. Już wyobrażałaś sobie jak pomagasz mu dobrać buty do całego stroju. Chociaż bałaś się, że to wszystko może zaszkodzić waszej przyjaźni. Następnie rozmowa o stylu Horana, słuchałaś ją i tylko kiwałaś głową. Ale chyba współpraca z nim wyglądałaby nudno. Ciągle prosiłabyś go, aby odłożył jedzenie chodź na minutę bo chcesz zawiązać krawat. Uśmiechnęłaś się wyobrażając sobie jak robi smutną minkę pieska, którego nie chcesz zabrać na spacer.
- Zajmiesz się ciuchami ............. Dobrze? - przerwała twoje rozmyślanie.
- Okej. Nie ma sprawy. - odpowiedziałaś, chodź nie wiedziałaś co dokładnie mówiła. Zaprowadziła Cię do pomieszczenia pełnego ubrań. Usiadłaś na kanapie i czekałaś za chłopakiem. "Mogła ją uważnie słuchać! Teraz nie wiem, który wejdzie i nie będę miała żadnego pomysłu. Jestem w czarnej dupie!" zaczęłaś sama siebie obwiniać. Zaczęłaś przewracać ciuchy na wieszaku i zauważyłaś czarny kapelusz. Z niecierpliwości  oczekując przewracałaś go w dłoniach. Do pokoju ktoś wpadł, odwróciłaś się. Kapelusz wypadł Ci z rąk, a ty zszokowana spojrzałaś na Zayn'a.
- Chyba musiałaś gdzieś po drodze zgubić moją kawę.- powiedział cwaniacko podnosząc kapelusz i Ci go podając.
- Słucham?! - zapytałaś oburzona. "Cholera, jaki on jest irytujący  pomyślałaś. Nawet ta kawa nie dała mu żadnej nauczki, aby zakończyć te spory. Zignorowałaś go i zaczęłaś szukać koszuli. Miałaś już kilka pomysłów na jego stylizację, Zayn usiadł na krześle i przypatrywał się twojej bezradności z wielką radością. Po jakieś 30 minutach podałaś mu ubrania i poszedł przymierzać. Do pokoju wparował Niall i objął Cię przyjacielsko od tyłu szepcząc "Spodoba mu się na pewno!". To dodało Tobie otuchy i trochę nadziei, że może nie skrytykuje Ciebie od razu. Zauważyłaś jak podchodzi do was Malik z oburzoną miną. Już wiedziałaś, że nie będzie dobrze.
- To jest okropne! Gdzie ty masz oczy?! - zaczął wywalać na Ciebie wszystkie brudy. Miałaś ochotę podejść i kopnąć go w kroczę, ale Niall zdążył Ciebie powstrzymać. I może dobrze, bo ta jego delikatna buźka już nie wyglądałaby tak niewinnie.
- Stary! Przecież to jest zajebiste! Sam chętnie przymierzę podobny. - próbował przekonać go Horan. Lecz Mulat był nieugięty i przymierzając następne stroje wymyślał coraz gorsze recenzję. Zaczęliście się kłócić, nie wytrzymałaś i wykrzyczałaś mu wszystko. On tylko zaśmiał się i powiedział, że jesteś żałosna.
- Koniec! Koniec tego! - oburzył się blondyn przyglądając się wam. Nagle zniknął za drzwiami i usłyszeliście tylko jak się zamykają. - Nie wypuszczę was stąd dopóki się nie pogodzicie. Mówię poważnie!
- Niall proszę Cię. Bez takich żartów - zaczęła krzyczeć do przyjaciela. Lecz on zniknął i pozostaliście sami w pokoju. Na początku wymienialiście się krótkimi złośliwymi spojrzeniami. W pewnym momencie spojrzeliście na siebie, a Zayn wywalił na Ciebie język.
- Jesteś dziecinny - powiedziałaś śmiejąc się.
- Sama też jesteś! - odpowiedział i usiadł przy Tobie na kanapie. Po chwili zaczął szturchać Twoją rękę. Strasznie Cię to irytowało i zaczęłaś oddawać mu z pięści w jego umięśnione ręce. Nagle Zayn zaczął Ciebie łaskotać, nie mogłaś wytrzymać ze śmiechu. Łzy spływał  Tobie po policzkach, ale nie mogłaś się tak łatwo poddać. Sama zaczęłaś łaskotać chłopaka na co on broniąc się zaczął krzyczeć wniebogłosy. Pewnie gdyby ktoś teraz przechodził pomyślał, że robicie coś innego. Nagle przestał i spojrzał w twoje oczy.
- [T.I] ja przepraszam. Nie powinienem się tak zachowywać. Chyba byłem zazdrosny. - zaczął się tłumaczyć.
- Zayn, ale o co byłeś zazdrosny? - zapytałaś go zaskoczona.
- Chyba dlatego, że z każdym miałaś jakieś tematy wspólne. My od samego początku nie gadaliśmy i nie wychodziliśmy nigdzie. Próbowałem zwrócić Twoją uwagę, myślałem że może tak zaczniemy gadać jak przyjaciele. - widziałaś jak na jego twarzy pojawia się smutek.
- Rozumiem. Ja też przepraszam. Nie sądziłam, że taki idiotka może mieć serce!- zaczęłaś gwałtownie czochrać jego włosy. Co chyba zachęciło go, aby wrócić do bitwy na łaskotki.
Wasza bitwa nie trwała długo, a zmęczeni opadliście na kanapę rozmawiając. Byłaś zdziwiona, że tyle wspólnych tematów macie razem. Czułaś się przy nim tak jakby nigdy wcześniej nie było między wami sporów. Po jakimś czasie drzwi się otworzyły i stanął w nich Harry całkowicie zszokowany, że rozmawiacie ze sobą.
- Chyba musieliście się strasznie nudzić, że się polubiliście.- zaczął z niedowierzania drapać się po głowię. Wstałaś z kanapy i ruszyłaś do wyjścia. Była już późna godzina i ten dzień był strasznie męczący, miałaś ochotę leżeć już w wannie. Obdarowałaś Loczka całusem w policzek na pożegnanie i pomachałaś do leżącego Zayn'a, a on uśmiechnął się do Ciebie.
Przechodziłaś korytarzem wyjmując z torebki słuchawki od telefonu. Usłyszałaś jak ktoś woła Ciebie więc odwróciłaś się. To był Zayn.
- Może umówimy się jutro na drinka? - zapytał niepewnie.
- Zastanowię się. - odpowiedziałaś puszczając do niego oczko, na co on przybliżył się i musnął twoje usta. Nie trwało to długo, chodź czułaś że sekundy zamieniły się w godziny. Przygryzłaś dolną wargę i zauważyłaś jak on obraca się na pięcie i odchodzi.
-To do jutra. - krzyknął odwracając się i pomachał ręką. A ty ruszyłaś szczęśliwa do wyjścia. 

________________________________________________________________________________
Nie bedzie 2 cz :c wena doszczetnie mnie opuscila. Przez te 4 dni, codziennie musialam wychodzic do lasu, przypatrywac sie jakims obiekta..tylko dlatego , bo mialam nadzieje ze moze  to mnie natchni do kolejnego Imagina. Tak tez sie stalo, ale jak na moje mozliwosci ...poszlo mi serio bardzo cienko :c Jestescie wspaniali do ostatniego posta dostalam az 3 polecenia w google xd  Ale duzo lepszym rozwiazaniem byloby wstawienie komentarza. :)

niedziela, 24 marca 2013

Mam tutaj Imagina ktorego pisalam 2 dni xdd specjalnie dla niesamowitej pisarki ktora ostatnio dodala mi gdziesz z +127846251937362 do pewnosci siebie <3 Mowie o tobie, Dagmara Muzyka <3
________________________________________________________________________________
 "Bo dzieci są najważniejszym skarbem dla rodziców."
Mroźny, sobotni wieczór. Siedzisz w domu i opiekujesz się swoją trzyletnią siostrą Emily. Twoi rodzice zostali zaproszeni na jakieś ważne spotkanie i zostawili cię z małą. Na początku świetnie sobie radziłaś. Potrafiłaś wynaleźć dla siostry mnóstwo ciekawych zabaw, odgadywałaś jej potrzeby, wszystko szło świetnie. Dobiegała dziewiętnasta. Mała zaczęła marudzić.
 - Co się stało bąbelku? - spytałaś biorąc Emily na ręce. - Jesteś głodna? - spytałaś. Mała skinęła główką. - A co byś zjadła?
- Frytki – odparła.
- A skąd ci ja teraz wezmę frytki? - zdenerwowałaś się. Poszłaś do kuchni i zajrzałaś do lodówki. Było tam chyba wszystko oprócz frytek. Zaczęłaś więc proponować siostrze coraz to nowe potrawy, ale za każdym razem dziewczynka protestowała. Chciała tylko frytki i nic innego nie wchodziło w rachubę. - Dobra, wygrałaś, dostaniesz te frytki – odparłaś zrezygnowana. „Ale kto zostanie z Emily?” - pomyślałaś i złapałaś się za głowę. Jakbyś zadzwoniła po nianię, ta przyjechała by po godzinie, kiedy mała wariowałaby już z głodu. Babcia mieszka za daleko, ciocia tak samo... Przejrzałaś kontakty w telefonie. Harry. Tak, idealnie. Może akurat on mógłby ci pomóc? Zadzwoniłaś.
- The number you are trying to reach is currently.. free. How can I help you babe? - usłyszałaś głos swojego chłopaka i zaczęłaś się śmiać. - No, co jest? - ponaglał cię.
- Harry, masz może wolną godzinkę lub dwie, w przedłużeniu do jutra? - spytałaś.
 - Mam rozumieć, że proponujesz mi randkę? - czułaś jak Styles się uśmiecha.
- Nie, niestety nie, ale byłabym bardzo szczęśliwa, gdybyś zgodził się zaopiekować Em...
- Okej, nie ma sprawy – odparł od razu. Odetchnęłaś. - A co takiego się stało, że nie możesz z nią zostać, hm? - zaczął dociekać.
- Mała zażyczyła sobie frytki, a najbliższy supermarket jest dwadzieścia minur drogi stąd, nie mówiąc o McDonaldzie albo Nando's.
- Dobra, będę za chwilkę – przesłał ci wirtualnego całusa i się rozłączył.
- Emily, wujek Harry się tobą zaopiekuje! - oznajmiłaś siostrzyczce. Bardzo się ucieszyła. Nie czekałaś nawet dziesięciu minut, kiedy usłyszałaś dzwonek do drzwi. Otworzyłaś Harry'emu. Na powitanie pocałował cię w policzek i mocno przytulił, a potem poszedł do Emily. Ubrałaś się i szybko poszłaś do sklepu. Doszłaś na miejsce po jakichś piętnastu minutach (minusy mieszkania na obrzeżach Londynu). Wyjęłaś z chłodni dwie paczki frytek i poszłaś do kasy. Kasjerka obrzuciła cię uważnym spojrzeniem.
- Ty jesteś dziewczyną Harry'ego Stylesa? - spytała.
- Em.. tak – przytaknęłaś.
- Szczęściara – mruknęła. - To będzie razem pięć funtów i dwanaście pensów.
 - Dzięki. Do zobaczenia – uśmiechnęłaś się do sprzedawczyni i wyszłaś. Droga powrotna bardzo ci się dłużyła. Mimo, że starałaś się iść szybko, nogi jakoś odmawiały ci posłuszeństwa. Przystanęłaś na chwilę, żeby złapać oddech. Usłyszałaś, jak coś charczy. Jak na ucho, odgłos pochodził z pobliskich krzaków!
- Ślepa świnia! - usłyszałaś przerażający rechot.
- Wynoś się stąd! - krzyczał ktoś ukryty w krzakach, na przemian charcząc i plując. Skrzywiłaś się i jak najszybciej pobiegłaś w stronę domu. Cała zdyszana weszłaś do środka. O dziwo, w salonie nikogo nie było. Zdjęłaś buty, kurtkę i poszłaś do kuchni. Harry siedział z Emily przy stole i grał z nią w grę planszową o Kopciuszku. Uśmiechnęłaś się na widok chłopaka. Uwielbiałaś jego podejście do dzieci. Kochał je i mógł z nimi siedzieć godzinami. Wyciągnęłaś frytki z opakowań i usmażyłaś je na patelni. Po chwili cała góra ziemniaczanych przysmaków stała przed wami na stole. Hazza pocałował cię słodko i wziął jedną z frytek. Nie minęło nawet dwadzieścia minut, a na talerzu już nic nie było.
- Najadłaś się, mój łakomczuszku? - spytałaś Emily. Dziewczynka energicznie pokiwała głową i oblizała palce. Czyli najwidoczniej jej smakowało. Hazza uśmiechnął się do ciebie, a potem poszedł z małą do pokoju, żeby poczytać jej na dobranoc. Zostałaś w kuchni sama. Pozmywałaś, wyczyściłaś blat z tłustych odcisków palców Em, a potem położyłaś na stole obrus. Na palcach zakradłaś się do pokoju siostry. Gdy zobaczyłaś śpiącą małą, trzymającą się kurczowo Hazzy, łezka zakręciła ci się w oku. Chłopak spojrzał na ciebie z czułością i pokazał gestem, żebyś do niego podeszła.
- Jak odczepić tą małą pijawkę od siebie? - spytał szeptem, delikatnie głaszcząć lśniące loki dziewczynki.
- Masz, to jej misiek – podałaś Harry'emu przytulankę. - Daj jej go – uśmiechnęłaś się.
 - Cóż, wątpię żeby ten misiek był choć w połowie tak fajny jak ja – odparł i mocno cię pocałował.
- No oczywiście, nie ma nikogo lepszego od ciebie – odwzajemniłaś pocałunek.
- My też będziemy takie mieli, prawda [T.I.]? - delikatnie ugryzł płatek twojego ucha.
- Jasne że tak Styles – zaśmiałaś się. Na palcach wyszliście z różowego, obklejonego plakatami księżniczek Disneya pokoju Emily i poszliście do twojego. Harry zaczął cię namiętnie całować, a potem... chyba nie muszę mówić co było potem.

Każdy dzień to odrobina życia: każde przebudzenie, to odrobina narodzin, każdy poranek, to odrobina młodości, każdy sen zaś, to natomiastka śmierci. "
Obudziłaś się nadzwyczaj wypoczęta. Miejsce obok ciebie było puste... Harry już wstał. Powoli zwlekłaś się z łóżka i wciągnęłaś na siebie legginsy i luźną koszulkę. Przeczesałaś palcami włosy i wyszłaś do kuchni. Zawiódł cię do niej słodki aromat karmelu i wanilii. Hazza stał przy kuchence i podrzucał do góry naleśniki. A przy stole siedziała Emily. Przytuliłaś siostrę na powitanie.
- [T.I.], a wujek robi mi naleśniki! - krzyknęła wesoło i klasnęła w rączki. Uśmiechnęłaś się do niej i usiadłaś na krześle obok.
- A jak ci się udało go do tego zmusić?
- Poprosiłam. Ładnie poprosiłam, prawda Harry? - spojrzała z nadzieją na Loczka, który z wielką pasją oddawał się smażeniu naleśników.
- Prawda smerfetko – odpowiedział miękko. - Pierwsza porcja naleśników z owocami i karmelem dla małej księżniczki gotowa! - powiedział, po czym postawił przed Emily talerz z pięknie wyglądającym posiłkiem.
- Jak w bajce... - szepnęła z zachwytem dziewczynka i wzięła się do jedzenia.
- Niall by się ucieszył – zaśmiałaś się.
- I to jak – uśmiechnął się Harry. - Druga porcja naleśników z owocami i karmelem dla królowej mojego serca także gotowa! - dodał i wręczył ci talerz.
- A dla ciebie? - spytałaś.
- Dla mnie też jest – zapewnił cię. - A więc, trzecia porcja naleśników z owocami i karmelem dla króla naleśników z owocami i karmelem, czyli mnie, gotowa!
- Ach, ty i ta twoja skromność! - zaśmiałaś się i cmoknęłaś go w nos. Zjedliście w spokoju śniadanie, a potem zaczęliście się zastanawiać co by tu zrobić, żeby mała się nie nudziła. Zgodnie wybraliście, że pójdziecie do ZOO. Mała bardzo się ucieszyła. Podczas gdy ty próbowałaś przekonać Emily, że cienka różowa sukienka to nie dobry pomysł na piętnastostopniowy mróz, Harry poszedł odśnieżać samochód. Wyjechaliście z domu około dwunastej. Szliście przez ZOO trzymając małą za ręce i pokazując jej różne zwierzątka. Co z tego, że różni ludzie rzucali wam wzgardzające spojrzenia? Robili to dlatego, nie wiedzieli czy Emily jest twoją siostrą, czy córką. Ważne było to, że dziewczynka była szczęśliwa. Po zwiedzeniu całego ZOO, zdecydowaliście, że pójdziecie na obiad do McDonalda – ulubionego miejsca Emily. Zamówiliście jej zestaw Happy Meal, a sami zadowoliliście się jedynie kawą. Oboje nie lubiliście fastfoodów i trzeba było przyznać, że nawet w kawie którą piliście czuć było chemiczny posmak. Około siedemnastej wyczerpały wam się plany odnośnie dzisiejszego dnia. Włóczyliście się bez celu po mieście, wchodząc do wszystkich sklepów z zabawkami po drodze. W końcu najmłodszy element twojej rodzinki zaproponował:
- Pójdźmy do kina!
 - Kino? - zastanowił się Harry. - No, niezła propozycja młoda! - przybił Emily piątkę.
- Wiem Harry – uśmiechnęła się dziewczynka i poprosiła by Hazza wziął ją na barana. Do kina nie było daleko, więc postanowiliście się przejść. Twój chłopak słodko wyglądał z małym, śmiejącym się bąblem na ramionach. Złapałaś go za wolną rękę i lekko się do niego przybliżyłaś. Emily zaczęła krzyczeć na całą ulicę: - Zakochana para, Harry i [T.I.]!!!
- Och, przytkaj się słoneczko – skarciłaś ją.
 - Co chcesz, prawdę mówi! - odezwał się Styles. Obejrzeliście cudowny, wzruszający film noszący tytuł „Renifer Niko ratuje święta”. Twojej siostrze bardzo się podobał. Skakała z radości, w momencie gdy dowiedziała się, że mały Niko jednak uratował Boże Narodzenie. Do domu wróciliście około dwudziestej. Emily była wycieńczona. Razem wykąpaliście ją i ułożyliście do spania.
- Wiesz co [T.I.]? - odezwała się chwytając cię za rękę. - To był najcudowniejszy dzień w moim życiu. Kocham cię – ucałowała cię w policzek. Myślałaś, że się rozpłyniesz ze wzruszenia.
- A mnie to nikt nie kocha? - przypomniał się Harry.
- Ciebie też kocham wujku – odparła Em i przetarła oczy ze zmęczenia.
- Dobranoc kochanie – powiedziałaś.
- Dobranoc [T.I.], dobranoc Harry – wyszeptała i zamknęła oczy, zapadając w głęboki sen. Wyszliście po cichu z jej pokoju i zdecydowaliście, że pójdziecie na spacer. Szliście wieloma krętymi uliczkami trzymając się za ręce i rozmawiając. Zrobiło wam się zimno. Wróciliście do domu i usiedliście na twoim łóżku.
- Dawno się tak nie zmęczyłem jak dzisiaj – odparł Harry. - A dodatkowo strasznie boli mnie kark.
- Rozmasować ci? - spytałaś.
- Jakbyś była tak dobra – uśmiechnął się zadziornie. Usiadłaś za nim i zaczęłaś powoli masować spięte mięśnie na szyi chłopaka. Harry co chwilę pomrukiwał, a ty się z niego śmiałaś.
- Już? - zapytałaś po chwili.
- Pewnie, kochana jesteś – pocałował cię w usta i położył się na łóżku kładąc głowę na twoich kolanach. Przez chwilę patrzyliście tylko w swoje oczy, pozwalając minutom marnować się na nicnierobieniu. Harry zaczął nucić pod nosem Little Things, głaszcząc twoją dłoń. Przytuliłaś kudłatą głowę chłopaka do siebie i czule pogłaskałaś go po jego uroczych loczkach.
- Mamusiu, nie przestawaj, tak mi dobrze... – wymruczał.
- Dobrze syneczku – zaśmiałaś się i cmoknęłaś go w czoło.
- Ej, [T.I.] - powiedział, spoglądając ci w oczy z nagłym ożywieniem. - Wyobrażasz to sobie? My, w naszym własnym domu, siedzący sobie w kuchni i popijający poranną kawę, a koło nas taki malutki, roczny szkrab pełzający po podłodze? Darcy.. albo Emily... Albo Lilly – rozmarzył się.
- A chłopczyk? Louis... albo Michael. -Siedziałaś z głową opartą o zagłówek łóżka, rozmyślając sobie o wszystkim i o niczym. Hazza bawił się twoimi włosami i podśpiewywał cicho piosenki. W tej chwili było coś tak wyjątkowego, że chciałaś żeby trwała wiecznie. Delikatnie zachrypnięty głos Harry'ego, powietrze przepełnione zapachem róż, zmysłowe światło i wszechogarniające ciepło... Twoja definicja szczęścia.
2 LATA PÓŹNIEJ
- Wróciłem! - zawołał Harry wchodząc do domu.
- Cześć kochanie – odparł całując cię w policzek. - Jak tam nasze maleństwo? - spytał głaszcząc cię po wypukłym brzuchu.
- Rośnie całe i zdrowe – uśmiechnęłaś się.
- Już wiesz?
- Co wiem?
- Czy to będzie dziewczynka?
- Dziewczynka – przytaknęłaś.
 - Darcy.. Zgódź się na Darcy – poprosił, składając na twoich ustach miękki pocałunek.
- Skoro tak ładnie prosisz... – zaśmiałaś się. - Jeszcze dwa miesiące i wyjdzie zobaczyć swojego cudownego tatusia.
- I jeszcze bardziej cudowną mamusię...

"Baby, you don't have to worry
I'll be coming back for you
Back for you Back for you You..." - [T.I.], muszę wyjechać - oznajmił Harry, gdy siedzieliście sobie na kanapie i spokojnie oglądaliście film.
- Na jak długo? - spytałaś.
Chłopak długo nie odpowiadał. Siedział w milczeniu i ze smutkiem patrzył ci w oczy. Tobie też było smutno. Dziecko miało przyjść na świat za niecałe dwa miesiące i bardzo pragnęłaś, by Harry był przy tobie tego dnia. Zniecierpliwiona spytałaś jeszcze raz:
- Na jak długo?
- Dwa miesiące... - odparł i schował twarz w dłoniach. - Tak bardzo przepraszam! Nawet nie wiesz jak bardzo nie chcę nigdzie wyjeżdżać!
- Spokojnie, Harry, nie ma sprawy. Rozumiem: praca, praca, praca. Nic więcej. Jakbym w międzyczasie umarła, dam ci znać - uszczypnęłaś go w udo.
- Ale [T.I.], tak mi głupio! Obiecałem, że będę przy tobie, że ci pomogę, że cię nie opuszczę i będę się tobą opiekował...
- Styles, nie rozczulaj się, nic się nie dzieje. Będziesz dzwonił, prawda? - uśmiechnęłaś się.
- Oczywiście.
- No widzisz? A kiedy wyjeżdżasz?
- Jutro rano.
***
- Mogę pisać i dzwonić za każdym razem gdy będę tęsknił? - spytał Harry, żegnając się z tobą na lotnisku.
- Oczywista oczywistość - pocałowałaś go i klepnęłaś w ramię na pocieszenie.'
- Ale jesteś pewna, że dasz sobie radę?
- Jestem pewna - zapewniłaś go po raz setny dzisiejszego dnia.
- Okej.. - odparł i głośno wypuścił powietrze z płuc. - Będę tęsknił - przytulił cię po raz ostatni i zniknął w tłumie.
- Ja też - szepnęłaś pod nosem.
Poczułaś w kieszeni pozytywne wibracje. Wyjęłaś telefon i odczytałaś przed chwilą dostanego SMS-a. "Już tęsknię. xx". Od Harry'ego. Próbowałaś odszukać go w tłumie, ale za Chiny nie mogłaś go wypatrzyć. Po chwili przyszedł kolejny SMS o takiej samej treści. Po dziesięciu minutach było ich już dwadzieścia. "Harry, nie szkoda ci pieniędzy?" - odpisałaś i pojechałaś do domu.
*** Dni bez Harry'ego ciągnęły się w nieskończoność. Każdego dnia gdy wstawałaś, brakowało ci jego ciepła i czułych słówek szeptanych do ucha. Dom bez niego już nie był tym samym domem. Wydawał się być pozbawiony duszy, pusty, smutny. Tak jak ty, kiedy jego nie było obok.
Siedziałaś ze swoją przyjaciółką Niną i jej chłopakiem w parku. I wtedy poczułaś, że to już ten czas. Że mała Darcy już chce wydostać się na świat. Zaczęłaś krzyczeć i prosić, żeby Nick (chłopak Niny) zawiózł cię do szpitala, bo właśnie zaczęłaś rodzić. Chłopak spanikował i nie wiedział co ze sobą zrobić. Latał w tą i z powrotem, zupełnie bez celu.
- Nick! Ogarnij się wreszcie i zrób coś przydatnego! - krzyknęła na niego Nina. - Zawieź ją! No dawaj, co się ociągasz?!
- Nina, zadzwoń do Hazzy - poprosiłaś i podałaś jej telefon.
Patrzyłaś jak dziewczyna drżącymi palcami wybiera numer chłopaka i przykłada telefon do ucha, odliczając sygnały. Przybiegł Nick. Wziął cię na ręce i zaniósł do samochodu. Zaraz za wami pędziła Nina, usiłując dodzwonić się do Harry'ego. Z minuty na minutę czułaś się coraz gorzej, ale wiedziałaś że musisz wytrzymać. "Jeszcze tylko chwilę" - mówiłaś sobie w myślach. "Tylko chwila i już będę w dobrych rękach."
Zajechaliście pod szpital. Nick wbiegł do środka z krzykiem: proszę się odsunąć, ona rodzi! Podszedł do was jakiś lekarz i powiedział, żeby nie panikować i oddychać spokojnie, bo zaraz ktoś się wami zajmie. Dokładniej tobą. No i przyszedł. Lekarz, na oko po pięćdziesiątce, bez ani jednego włosa na głowie. Mimo tego, że nie miał ani rzęs ani brwi, wyglądał całkiem sympatycznie. A potem powiedział, żebyś się nie denerwowała i poszła za nim. I poszłaś.
Perspektywa Harry'ego: Zerknąłem na telefon. 16 nieodebranych połączeń od [T.I.]. Spanikowałem. To musiało oznaczać, że zaczęła rodzić. Zacząłem się pakować. Nie wziąłem wszystkiego, jedynie najistotniejsze rzeczy. Pobiegłem do pokoju Louisa i szybko wytłumaczyłem mu o co chodzi. Zrozumiał. Nawet nie próbował mnie zatrzymać.
Wziąłem pierwszy samolot do Londynu i poleciałem. Czułem, że i tak jest za późno, że ją zawiodłem. Przez cały lot siedziałem z twarzą w dłoniach, modląc się, by wszystko było dobrze. Gdy doleciałem na miejsce, od razu pojechałem do szpitala. Wiem, szpitali w Londynie jest całe mnóstwo, ale podświadomie skierowałem się do jednego z nich.
Przywitała mnie jakaś starsza pani, która akurat była na recepcji. Czy jak to się nazywa...
- Tak?
- Czy jest tutaj [T.I.] Styles? - spytałem, uświadamiając sobie nagle, że z nerwów przegryzłem dolną wargę.
- Zaraz sprawdzę, proszę poczekać - odparła i zaczęła bardzo powoli przeglądać bazę danych.
- Jest? - chciałem wiedzieć.
- Spokojnie, nie pali się.
- Proszę szybciej, to naprawdę bardzo ważne - zacząłem się trząść.
- A więc... jest. Ale nie może pan do niej iść, jeszcze nie urodziła.
- Ale proszę mi powiedzieć, gdzie jest - chciałem wiedzieć.
- Sala 36. Tym korytarzem w lewo, potem w prawo, znowu w lewo i to są trzecie drzwi na prawo. Jest nawet plakietka "odbieranie porodów".
- Okej, dzięki.
- Pierwsze? - spytała.
- Co pierwsze? - spytałem zdezorientowany.
- Dziecko...
- Aha, tak, pierwsze - odparłem.
Kobieta pokiwała głową ze zrozumieniem. A ja pognałem jak najszybciej pod tą salę. Zerknąłem przez przeszklone drzwi. [T.I.] leżała na łóżku, a obok niej kręciły się dwie położne i jakiś lekarz. Pomachałem do niej przez drzwi, próbując udawać, że jestem spokojny. Zauważyła mnie i momentalnie się uśmiechnęła. Ulżyło mi.
Usiadłem na krześle. Zacząłem stukać butami o podłogę, potem wyłamywać palce, a nawet zacząłem czytać czasopisma ze stojaków na korytarzu. Nie mogę wyrazić tego, jak bardzo się denerwowałem. Ostatecznie usiadłem, opierając łokcie a udach i podpierając głowę na rękach złożonych jak do modlitwy. Nie wiem ile czekałem na przyjście lekarza. Długo. Podszedł do mnie i ścisnął moją rękę mówiąc:
- Gratuluję ślicznej córki.
Zacząłem skakać z radości. Pod wpływem impulsu pocałowałem tego lekarza w jego kompletnie łysą głowę. Biegłem przez korytarz krzycząc: JESTEM OJCEM! Staruszki na sali przyjęć posyłały mi przyjazne spojrzenia. Czułem się tak znakomicie...
Gdy trochę się uspokoiłem, wszedłem do sali na której leżała [T.I.]. Zastałem ją bladą z wysiłku i zlaną potem. Ucałowałem jej gorące czoło i szepnąłem:
- Mamy dziecko. Naszą małą, kochaną Darcy.
Łzy pociekły mi z oczu. [T.I.] pogłaskała mnie po głowie i lekko się uśmiechnęła.
- Tak Harry, mamy dziecko - powtórzyła. Była zmęczona, ale szczęśliwa.
- Widziałaś ją już? - spytałem.
- Jeszcze nie - odparła.
I wtedy do sali weszła położna z nowo narodzonym człowieczkiem owiniętym w niebieski kocyk w owieczki. Moją córką. Spojrzałem na to śliczne małe stworzenie. Było takie ciche, spokojne, niewinne. Poczułem, jak moje oczy robią się mokre od łez.
- Mogę ją wziąć na ręce? - spytałem ledwie słyszalnie. Ze wzruszenia nie mogłem wykrztusić z siebie słowa.
- Proszę.. ale ostrożnie - ostrzegła mnie kobieta.
Po chwili trzymałem małą w swoich objęciach. Słyszałem jej cichy równomierny oddech. Pocałowałem jej czółko, dotknąłem malutkiej rączki. Każda część jej ciała była taka kochana, taka inna...
- Darcy - szepnąłem i oddałem córeczkę położnej.
- Słucham?
- Będzie się nazywała Darcy - odparłem.
Położna pokiwała głową i wyszła z sali.
- Jest cudowna, prawda? - spytałem [T.I.]
- Cudowna - przytaknęła i zamknęła oczy. Po chwili już spała.
SZEŚĆ LAT PÓŹNIEJ: - Darcy, wstawaj bo spóźnisz się do szkoły! - krzyknąłem budząc córeczkę ze snu. - Tatusiu, boję się - wyznała. - A jak mnie tam nie polubią? - Ciebie? Mają CIEBIE nie polubić? - zdziwiłem się. - Daj spokój smerfetko, będzie dobrze.
- Naleśniki! - usłyszeliśmy dźwięczny głos [T.I.] z kuchni.
Poszliśmy razem z Darcy do stołu. [T.I.] postawiła przed małą talerz naleśników z owocami i karmelem, jej ulubionymi. Dziewczynka przytuliła mamę na powitanie i zaczęła zachwycać się naleśnikami.
- Jak w bajce - szepnęła.
I wtedy spojrzałem na [T.I.]. Przypomniał mi się ten dzień, kiedy Emily prosiła mnie o naleśniki i kiedy patrzyła w talerz tak samo zauroczona jak teraz Darcy.
- Słoneczko, co powiesz na to, żebyśmy po południu poszli do ZOO? - spytała [T.I.]
"Deja vu" - pomyślałem. Posłałem swojej żonie ciepły uśmiech. Ona też pamiętała ten dzień.

________________________________________________________________
I jak sie spodobalo.?


sobota, 16 marca 2013

Zayn <\3

>klik< Ciągłe kłótnie z rodzicami doprowadzały cię do płaczu.Codziennie słuchałaś jak twój ojciec krzyczy na ciebie z byle powodu,ale najbardziej bolało cię to kiedy wyzywał cię.Zaczęłaś nienawidzić siebie.Nie miałaś komu się wygadać.Wolałaś dusić to w sobie lecz to było złym wyborem,bo pewnego dnia sięgnęłaś po żyletkę.Zrobiłaś pierwsze cięcie,potem następne i tak stało się to codziennym twoim nałogiem.W szkole też nie szło ci za dobrze.Miałaś dużo koleżanek przed którymi udawałaś,że wszystko jest okey. Szłaś sama przez park.Było już późno i robiło się zimno.Nie wiedziałaś co masz ze sobą zrobić.Dzisiejszej kłótni nie wytrzymałaś,nie wytrzymałaś kiedy słyszałaś jak on cię wyzywa,a kiedy chciał cię uderzyć wybiegłaś z domu.Szłaś przez park w bluzie.Łzy spływały ci po policzku.Nagle poczułaś,że na kogoś wpadasz i upadłaś.Rękaw podwinął ci się do góry,ale nie zwróciłaś na to uwagi.Usłyszałaś męski głos.Podniosłaś wzrok do góry i zobaczyłaś przed sobą chłopaka o ciemnej karnacji i pięknych czekoladowych oczach.Przeprosiłaś go,że na niego wpadłaś i chciałaś się podnieść,ale chłopak podał ci rękę by pomóc ci wstać.Podałaś mu swoją rękę i wstałaś.Podziękowałaś mu,ale chłopak nic się nie odzywał.Patrzył się na twoje blizny na nadgarstku i świeże cięcia.Szybko opuściłaś rękaw.Zobaczyłaś,że w oczach chłopaka pojawiły się łzy.Staliście przez kilka sekund a on patrzył się na ciebie po czym przytulił się do ciebie.Poczułaś się taka bezpieczna.Łzy napłynęły ci do oczu.Chłopak złapał cię delikatnie za nadgarstek.
-Nie rób tego proszę-łza spłynęła ci po policzku-obiecaj,że nigdy tego nie zrobisz-ponownie odezwał się.Lecz nie potrafiłaś mu tego obiecać.To było twoją ucieczką.Może tego nie zrozumieć,ale było.Tak karałaś też siebie,że nie jesteś lepszą osobą,bo przez swojego ojca zaczęłaś nienawidzić siebie.-obiecaj-powiedział ponownie,ale i tym razem znów nie odpowiedziałaś,ale kiedy zauważyłaś,że znów chce coś powiedzieć odezwałaś się.
-Obiecuje-wiedziałaś,że możesz to zrobić znów,ale postrasz się nie robić tego.Chłopak przytulił cię jeszcze raz i wtedy ktoś do niego zadzwonił.Odebrał,a ty odeszłaś.Wróciłaś do domu.Poszłaś do swojego pokoju i usiadłaś na łóżku.Łzy spływały ci po policzku.W głowie miałaś ciągle słowa nieznajomego chłopaka"obiecaj".
Następnego ranka obudziła cię twoja mama na śniadanie.Poszłaś do kuchni i usiadłaś przy stole,gdzie siedział twój młodszy brat i tata.Wszystko było dobrze kiedy twój tata znów nie zaczął się ciebie czepiać,wyzywać.Nie chciałaś już tego słuchać i poszłaś do swojego pokoju.Przebrałaś się,uczesałaś i poszłaś do łazienki.Stanęłaś przed lustrem i popatrzyłaś na siebie.Wyciągnęłaś z szafki żyletkę i znów to zrobiłaś.Wiedziałaś,że obiecałaś,że więcej tego nie zrobisz,ale nie potrafiłaś.Usłyszałaś jak twoja mama puka do drzwi więc szybko schowałaś żyletkę i zakryłaś świeże cięcia i wyszłaś.Powiedziałaś,że idziesz się przejść i wyszłaś.Założyłaś kaptur na głowę i znów szłaś przez park.W głowie ciągle miałaś słów chłopaka,któremu obiecałaś,że więcej tego nie zrobisz.Żałowałaś,że znów zrobiłaś sobie krzywdę,ale ty nie potrafisz inaczej.Na chwile podniosłaś wzrok do góry i coś kazało ci się spojrzeć na ławkę.Zrobiłaś to i zobaczyłaś chłopaka,któremu to obiecałaś.Łzy napłynęły ci do oczu.Stanęłaś kilka kroków przed ławką.W pewnym momencie chciałaś uciec,ale też chciałaś przerosić go za to,że złamałaś obietnice.Nie wiedziałaś dlaczego przecież w ogóle go nie znałaś,ale w głębi duszy wiedziałaś,że powinnaś to zrobić.Podeszłaś do chłopaka.
-Przepraszam-chłopaka spojrzał się na ciebie i od razu cię przytulił.Wiedział,że nie dotrzymałaś danej obietnicy.Łzy spłynęły ci po policzku.Nie wiedziałaś dlaczego,ale w głębi duszy wiedziałaś,że go zawiodłaś.
-Pomogę ci-powiedział w pewnym momencie.Wiedziałaś,że nikt nie może ci pomóc.Usiadłaś na ławce a chłopak obok ciebie-Jestem Zayn
-[t.i.]-zaczęliście rozmawiać.Po raz pierwszy komuś zaufałaś.Powiedziałaś mu wszystko,dlaczego to robisz i poczułaś się trochę lepiej.W końcu wydusiłaś to z sobie.Znalazłaś osobę,której możesz powiedzieć wszystko.On obiecał,że ci pomoże,a ty obiecałaś,że nie będziesz się ciąć.
Od czasu kiedy Zayn pojawił się w twoim życiu wszystko zaczęło się układać,bo miałaś jego.Mogłaś na niego liczyć.Tak jak obiecałaś przestałaś robić sobie krzywdę,a między tobą a Zayn'em zaczęło iskrzyć.Pewnego wieczoru kiedy poszliście się przejść on złapał cie za rękę i przyciągnął do siebie.Popatrzył ci się głęboko w oczu i delikatnie pocałował.Wiedziałaś,że znalazłaś swoją drugą połówkę,która bardzo ci pomogła.Każdego dnia dziękujesz mu za to,że pomógł ci.

_________________________________________________-
Przepraszam ze taki denny ;C
 
Z dedykacja dla Olivi <33 ( Love ya bebe xxx)
>klik< 
------------------------------------------------------
 Rano obudził cię promienie słońca,które świeciły ci prosto w oczy.Kochałaś wstawać wcześniej od Louis'a i patrzeć się jak On śpi.Uśmiechnęłaś się.Delikatnie przejechałaś opuszkami paców po jego torsie po czym pocałowałaś go w policzek i chciałaś wstać,ale Louis złapał cię za rękę i przyciągnął do siebie.
-Przepraszam nie chciałam cię obudzić
-Nie śpię od 20 minut po prostu kocham,gdy tak robisz...kocham cię[t.i.]-uśmiechnął się i zaczęliście się całować.
-Lou muszę iść do pracy
-Nie idź zostań ze mną-uśmiechnęłaś się,dałaś mu buzi i poszłaś szykować się do pracy.Poszłaś do kuchni żeby zrobić śniadanie,ale Lou już tam czekał ze śniadaniem na ciebie.Usiadłaś koło niego i zaczęliście jeść.
-[t.i.]mogę cię o coś spytać?
-Po co się pytasz...pewnie,że możesz
-Gdybym poprosił cię żebyś poszła ze mną na koniec świata poszłabyś ze mną?-odłożyłaś kubek,który miałaś w rękę.
-Z tobą pójdę wszędzie
-A gdybym chciał żebyś była tylko moja
-Lou ja jestem cała twoja i nikogo innego-uśmiechnęłaś się
-Nigdy mnie nie opuścisz
-Nigdy obiecuje
-Wyjdź za mnie[t.i.]-Lou z kieszeni wyciągnął małe czerwone pudełeczko.Uśmiechnęłaś się i popatrzyłaś się na Louis'a.Podałaś mu dłoń.
-Czyli,że się zgadzasz-pokiwałaś głową.Lou wyciągnął z pudełeczka piękny pierścionek.Łza spłynęła ci po policzku.Przytuliłaś go.
-Tak cię kocham Louis-on pocałował cię.Spojrzałaś na zegarek.Musiałaś już wychodzić więc pożegnałaś się z Lou i pojechałaś do pracy.Cały czas myślałaś o Nim.Bardzo cieszyłaś się,że Lou ci się oświadczył.Chciałaś być z nim do końca życia.Nie wyobrażałaś sobie życia bez niego.Przypomniało ci się jak go poznałaś.Byłaś z koleżankami w kinie i On niechcący wysypał na ciebie cały swój popcorn.Kiedy na niego pierwszy raz spojrzałaś twoje serce zaczęło bić szybciej.I tak to się zaczęło od tamtej pory spotykałaś się z nim codziennie aż w końcu zamieszkaliście razem.
Wracałaś po pracy do domu.Louis zadzwonił do ciebie.Odebrałaś.
-Kocham cię[t.i.]
-Ja ciebie też-usłyszałaś trąbienie.Odwróciłaś głowę i zobaczyłaś pędzące auto w twoją stronę.Było za późno żeby uciec.
Mijały godziny,dni,tygodnie a ty nadal leżysz w śpiączce.Louis cały czas siedzi przy tobie a kiedy już jest bardzo zmęczony nie idzie do domu tylko śpi na siedząco obok ciebie.
Otworzyłaś oczy.Zobaczyłaś Louis'a,który trzymał cię za rękę a głowę miał opartą o łóżko i spał.Uśmiechnęłaś się.Bardzo bolała cię głowa,ale podniosłaś się do pozycji siedzącej.Podniosłaś drugą rękę i opuszkami palców przejechałaś po jego twarzy.Lou przebudził się.Popatrzył się na ciebie a ty uśmiechnęłaś się do niego.Od razu pocałował cię.Zobaczyłaś,że w jego oczach pojawiły się łzy.
-Wiedziałem,że się obudzisz...wierzyłem w to...lekarze mówili,że są marne szanse,ale ja wiedziałem
-Nie zostawiłabym cię...obiecałam ci prawda
-Tak bardzo się bałem...nigdy więcej mi tego nie rób
-Obiecuje

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::
Tak , wiem jest dziwnym beztalenciem ;_; i nikt mnie nie kocha.